Blog,  Nowości

„Bo ja tak naprawdę nie chcę tu być….” – o dwóch typach uczniów, których rodzicom zależy bardziej.

Na swojej drodze wielokrotnie spotykałam uczniów, którzy przychodzili na zajęcia, aby spełniać ambicje swoich rodziców lub sprostać ich wymaganiom. Ten artykuł polecam przede wszystkim korepetytorom, którzy w swojej codziennej pracy muszą zmagać się z niechęcią takiego osobnika do nauki, ale też rodzicom – aby mogli spojrzeć z innej perspektywy na swoje dzieci i ich zajęcia dodatkowe. Pisząc będę często odnosiła się do nauki języka angielskiego, bo tak mi prościej, natomiast to co przeczytasz ma zastosowanie zarówno na korepetycjach językowych jaki i matematycznych, na zajęciach z pływania, tańca, gry na instrumencie itd. Udało mi się „wyróżnić” co najmniej 2 skrajnie różne typy uczniów, którzy przychodzili pod naciskiem rodzica na zajęcia.

Pierwszy typ to taki…

…co do którego ma się ogromne wymagania, nie jest on piątkowy ani jedynkowy, jest raczej przeciętny (jeśli chodzi o oceny oczywiście – które moim zdaniem bardzo często ni jak mają się do wiedzy) i to właśnie jest problemem z perspektywy rodzica. Przeciętność. Mój syn ma mieć piątki, a Pani ma go zaczarować, żeby te piątki miał. Dzieciak w sumie nie czuje, że potrzebuje tych piątek, ba, on nawet nie ma potrzeby przychodzenia na te zajęcia, bo w szkole idzie mu nieźle, ale… skoro rodzice są zawiedzeni ocenami – to pójdę i dam z siebie wszystko….  Co najważniejsze, nie łatwo takiego ucznia rozpoznać, bo to nie jest tak, że on wprost mówi „hej, jestem tu, bo mama mi kazała” – zazwyczaj Ci uczniowie bardzo się starają, są zawsze przygotowani, wydają się być niezwykle ambitni – dopiero po wnikliwej obserwacji możemy dojść do wniosku, że coś tu nie gra. Kiedy uczniowi zależy na wyrost (to naprawdę widać na tle innych), kiedy uczeń bardzo nerwowo reaguje na uwagi odnośnie swojej pracy lub gdy coś mu nie wychodzi powinna zapalić Ci się lampka.

Ok, zapaliła się – co dalej?

Przede wszystkim musimy delikatnie podejść do sprawy. Należy zauważać i doceniać mocne strony takiego ucznia (np. dobra pamięć, a więc szybkość w uczeniu się słówek) i skupiać się na nich. Oczywiście należy nauczyć go wszystkiego, nie tylko słówek, ale można za punkt wyjściowy przyjąć właśnie te słówka (tak, gramatyki też można się w ten sposób uczyć – jak? O tym powiem kiedy indziej). Warto też podjąć próbę rozmowy z rodzicami. Z pewnością nie będzie ona należała do łatwiejszych, ale czasem może przynieś świetny efekt. Wielu rodziców nie ma pojęcia, że może wywierać na swoim dziecku taką presję. No i kluczowa sprawa, czyli uświadomienie takiemu uczniowi, że to przede wszystkim on skorzysta z wiedzy, którą ma szanse zdobyć na naszych zajęciach. Musimy pokazać mu, zobrazować, perspektywy jakie będzie miał za powiedzmy 5 lat, dzięki znajomości np. Języka angielskiego. Swoboda w komunikacji będąc za granicą, możliwość zdobycia lepszej pracy (nie tylko w Polsce), szansa na obejrzenie super filmu, który nie ma tłumaczenia polskiego, łatwiejsze przygotowanie do matury i wiele, wiele innych. Dobry korepetytor będzie znał korzyści płynące z nauki w danej dziedzinie.

Drugi typ ucznia to taki

„cwaniaczko-leniuszek”. Może niezbyt ładne określenie człowieka – w końcu nikt z nas nie lubi być nazywany cwaniaczkiem, czy też leniuszkiem… Ale przyjmijmy, że nie ma w tym niczego obraźliwego. To takie żartobliwe określenie. Cóż – zazwyczaj są to chłopcy, pewni siebie, gadatliwi, mają fajny błysk w oku, takie łobuziaczka, ale… ale im się nie chce. I tu również rodzicom zależy bardziej, bo są troskliwi i nie chcą, aby ich dziecko powtarzało klasę. Stają na głowię, aby załatwić dziecku dodatkowe zajęcia. Kombinują w pracy, aby móc dziecko na nie wozić. Płacą, ćwiczą z dzieckiem w domu, a taki łotr ma to wszystko w nosie! Bo on nie potrzebuje nauki, bo on wie lepiej, bo on sobie w życiu poradzi, bo on będzie miał bogatą żonę, a ona bogatego męża – i argument pracy możemy sobie wsadzić w buty, o !

I co tu robić z takim ancymonkiem?

Osobiście, jakkolwiek źle może to zabrzmieć, uwielbiam takie ‘trudne’ przypadki. Uważam, że są nie lada wyzwaniem pedagogicznym. To szansa na ogromne sprawdzenie swojej cierpliwości, ale przede wszystkim…

KREATYWNOŚCI !!!

Oto słowo klucz do okiełznania takiego leniuszka. Wiadomo, zawsze trzeba być kreatywnym. Ale do takich skrajnych przypadku swoją kreatywność należy podnieść do poziomu TRYLION! Musimy mocno zaangażować ucznia w zajęcia, nie walczyć z jego argumentami, mówiącymi, dlaczego on tych zajęć nie potrzebuje. Wystarczy zaakceptować fakt, że nasz uczeń uważa, że on nie musi na zajęciach pracować, że naszemu uczniowi się nie chce i robić swoje. Zobaczysz, że bez Twojego namawiania, jeśli kreatywnie podejdziesz do tematów przerabianych z nim, zaangażujesz go prędzej czy później. Wiadomo – nie na pierwszych takich przełomowych zajęciach, ale, jak już pisałam wcześniej – to niezły trening cierpliwości.

No dobra, ale cóż takiego kreatywnego mogę wymyślić?

Pytanie na które nie jestem w stanie odpowiedzieć teraz, bo to zależy czego uczysz, ale pamiętaj, że czasem wystarczy lekko puścić wodze wyobraźni i wyzbyć się barier, ram, jakie określają takie zajęcia, a świetne pomysły zaczną same przychodzić do głowy. W dobie Internetu o inspiracje nie trudno. Wystarczy chcieć. A zakładam, że skoro czytasz ten artykuł, to chcesz umieć radzić sobie z takimi uczniami i chcesz być efektywnym korepetytorem. Osobiście sprawdziłam wiele kreatywnych technik pracy. Począwszy od różnych gier na konstruowaniu ogromnego domu z kartonu (przy tym nauka słownictwa i oczywiście porozumiewanie się wyłącznie w języku angielskim) skończywszy. Wszystko zależy od Ciebie.

Podsumowując !

W przypadku uczniów starających się spełnić ambicje rodziców, najlepiej jest podbudować takiego ucznia, być dla niego wsparciem, uwypuklać jego mocne strony i uświadomić w tym, że to on będzie czerpał korzyści ze zdobytej wiedzy. Jeśli chodzi o naszych leniuszków – nie ma co ich przekonywać, ani uświadamiać w korzyściach płynących z nauki, bo im się NIE CHCE. Tu musimy wykazać się CIERPLIWOŚCIĄ i KREATYWNOŚCIĄ. Nie możemy też przysypiać na takich zajęciach, a powinniśmy tryskać energią i zarażać optymizmem.

To, o czym pisze, jest poparte jedynie moim doświadczeniem oraz uważną obserwacją moich uczniów. Jestem ciekawe, jakie Wy stosujecie metody na takie trudne przypadki. A może chcielibyście omówić jeszcze inne „typy” uczniów? Koniecznie dajcie mi znać. Chętnie podejmę to wyzwanie!

S.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *